Bądź na bieżąco

Kącik Historyczny

Dzień, w którym Peter Forsberg stracił śledzionę…

Opublikowano

dnia

peter forsberg retirement jersey

Kontuzje to nieodłączny element hokeja na lodzie. Zawsze przytrafiają się w najmniej oczekiwanym momencie. O ile w sezonie regularnym są jeszcze do przeżycia, tak jeśli uraz przytrafi się w Fazie Pucharowej, to jest to dla zawodnika często ciężka pigułka do przełknięcia. A najgorsze jest, gdy wymuszona absencja nie jest spowodowana zajściem na lodzie, bo nie mamy na nie wpływy. Przekonał się o tym Peter Forsberg w 2001 roku, kiedy to z gry w Play-offs wykluczyła go…. jego własna śledziona.

Był 9 maja 2001 roku, kiedy to Colorado Avalanche wyrzucili za burtę play-offs Los Angeles Kings, wygrywając mecz numer siedem aż 5-1. Peter Forsberg po spotkaniu był zmęczony, pobolewał go brzuch i chciał jechać do domu. Koledzy z drużyny namówili go jednak na szybkie wyjście do ChopHouse & Brewery, popularnego miejsca w Denver. Ta decyzja być może uratowała mu życie… Dlaczego? Idźmy dalej.

Do ChopHouse udała się niemal cała drużyna. Jak to chłopaki z Avs mieli w zwyczaju, zamawiali prywatną salę na tyłach lokalu, by zjeść szybką kolację i wypić kilka piw czy też drinków. Przy stole siedział również właściciel drużyny, Stan Kroenke oraz ówczesny Manadżer Generalny Avalanche, Pierre Lacroix. Od razu gdy zobaczyli Forsberga, wydał im się nieco wyłączony. Ale Szwed mówił, że to tylko lekki ból brzucha. Do tego seria z Kings była ciężka i wszyscy, bez wyjątku byli poobijani. To normalne na tym etapie play-offs.

Forsberg cały wieczór trzymał się na uboczu. Gdy cała drużyna świętowała awans do Finałów Konferencji, ból brzucha narastał i stawał się nie do zniesienia. Do tego stopnia, że ‘Foppa’ przeszedł do pokoju dla obsługi i mini biura właściciela lokalu, również jego znajomego, Billa Schallmosera. I tutaj już żarty się skończyły. Forsberg nie był w stanie odpowiedzieć składnie na żadne pytanie, nie mógł zlokalizować miejsca bólu, nie mógł zrobić nic, nawet wstać. Ale Forsberg nie chciał, aby do lokalu wzywano ambulans. Nie chciał  robić scen. Niewiele więc myśląc właściciel ChopHouse’a zapakował hokeistę w samochód i zawiózł go do Denver’s Rose Medical Center.

O godzinie 3 nad ranem lekarze odkryli, co się Szwedowi stało. Pęknięta śledziona! Organ wielkości pięści, znajdujący się w górnej części brzucha, który nie jest niezbędny do życia. Można obyć się bez niego i funkcjonować normalnie, przyjmując oczywiście odpowiedni leki. Jedyne zagrożenie dla życia powstaje, gdy śledziona pęka. Nie tylko traci się wówczas dużo krwi, ale i bardzo szybko można dostać szoku septycznego. Brak reakcji w odpowiednim czasie bywa niestety tragiczny w skutkach.

I tu wracamy do punktu, w którym decyzja o wyjściu z drużyną „na miasto” była kluczowa i być może ratująca życie. Wiosna 2001 roku Forsberg bowiem mieszkał dość daleko od miasta, w dużym domku nieopodal gór. Do rogatek miasta miał co najmniej 40 minut drogi i mógł nie dojechać na czas… Dzięki przytomnej reakcji właściciela restauracji, Szwed bardzo szybko przeszedł operację z prognozą pełnej rekonwalescencji.

Forsberga czekał jednak rozbrat z hokejem. Aby w pełni dojść do siebie po operacji potrzebował kilku miesięcy. Było to niezwykle ciężkie nie tylko dla niego, ale i dla Avalanche, którzy w najważniejszym momencie sezonu tracą jednego ze swoich najlepszych zawodników… 10 lat później Forsberg wspominając ten czas mówił:

„Wtedy nie mogłem w to uwierzyć. Do tej pory nie wiem jak to się stało i co spowodowało pęknięcie. To był chyba najgorszy ból jaki odczuwałem w życiu, jakby wypalało mi brzuch od środka. Przez chwilę myślałem, że umieram. Miałem naprawdę dużo szczęścia.”

Forsberg po wyjściu ze szpitala był na każdym meczu do końca. A przed spotkaniem numer 7 z Devils, Forsberg próbował nawet… przekonać władze drużyny i lekarzy, by pozwolili mu grać!

„Chciałem to zrobić. Chciałem spróbować. Nawet przez chwilę jeździłem na łyżwach. Lekarze byli jednak nieugięci i kazali wybić to sobie z głowy. Ale ciągle chciałem zagrać parę minut, może tylko w przewagach. Cokolwiek. Ale prawie na pewno był to głupi pomysł.”

Colorado Avalanche ostatecznie ograli New Jersey Devils 3-1 i zdobyli Puchar Stanleya. Forsberg wyjechał na lód na celebrację i miał swoje kółko z Pucharem. Wzniósł upragnione trofeum nad głowę. Przynajmniej tyle. Wspomnienia tamtej wiosny kończy tak:

„Fakt, że nie mogłem grać ciągle mnie boli. Mam wrażenie, że w mojej karierze powstała przez to ogromna dziura. Żałuję, że nie mogłem w pełni uczestniczyć w walce o ten drugi Puchar dla Lawin. Ale wygraliśmy i to się liczy. Jakbyśmy zostali z niczym, czułbym się o wiele gorzej.”

Zdjęcie główne: WIKIPEDIA.

Zdjęcie w artykuly: Peter Forsberg in a Colorado Avalanche jersey Flickr-257172110-original.jpg: Håkan Dahlströmderivative work: Avaholic / CC BY

Copyright © Hockey Magazine + Agencja Greg Media.