Bądź na bieżąco

Felietony

Jak będzie wyglądał przyszły sezon NHL? Kilka scenariuszy!

Opublikowano

dnia

logo nhl

Hokej w kanadyjskich bańkach oglądamy już od miesiąca. Wszystko działa tak jak zakładano i dotąd nie odnotowano na miejscu żadnych przypadków zakażenia koronawirusem. W tym samym czasie, kiedy fani na całym świecie ekscytują się meczami, ligowa machina już powoli pracuje nad tym, jak ma wyglądać przyszły sezon. Jednakże na ten moment wiemy tyle, że… nic nie wiemy. Kiedy wystartujemy? Czy na meczach będą mogli być obecni fani? Czy czekają nas kolejne bańki? O tym wszystkim poniżej.

Kalendarz i start sezonu 2020/2021.

Cel władz ligowych na przyszły sezon jest jeden: rozegrać wszystkie 82 mecze. Przeszkodą w realizacji tego odważnego zamiaru może być jednak czas. Komisarz Ligi Gary Bettman jeszcze niedawno mówił:

„Jeśli w kalendarzu pójdziemy na pewne ustępstwa, wierzę, że uda nam się rozegrać pełen sezon. Nawet jeśli zaczniemy grać później niż zwykle”

Na tą chwilę start sezonu 2020/2021 NHL i związek zawodowy hokeistów NHLPA ustaliły na dzień 1 grudnia. Obozy przygotowawcze miałyby wystartować zaś maksymalnie 17 listopada. Nastroje w środowisku są jednak nieco mniej optymistyczne. Jak przyznają jednak działacze klubowi, plany są naprawdę ambitne i wszyscy starają się patrzeć na nie realnie. Jeden z wysoko postawionych kierowników powiedział portalowi ESPN wprost, że:

„Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że pełen, 82 meczowy sezon to mrzonka. To się nie uda”

Również grudniowy start ligi uważa się za niemożliwy do realizacji. Jak więc miałby wyglądać następny sezon? Mówi się o rozgrywkach mających wystartować w połowie lub pod koniec stycznia. Wówczas drużyny miałyby do rozegrania 60-65 meczy. Kolejna opcja to przyporządkowanie kalendarza do rozkładu stacji lokalnych i 70 meczy.

*stacje lokalne, np. Altitude Sports, które pokazuje mecze Colorado Avalanche ma prawa do 70 meczy. Pozostałe 12 spotkań pokazuje stacja narodowa, taka jak np. NBCSN – przyp autora*

Podkreślić należy, że Gary Bettman, mimo chęci na rozegranie pełnego kalendarza, na każdy kroku powtarza także, że wszystko jest płynne, a sytuacja zmienia się dynamicznie. 1 grudnia to propozycja, do realizacji której będą dążyć, ale wszyscy, bez wyjątku, chcą w końcu grać z fanami. Tak szybko jak to możliwe. Jeśli ten fakt miałby opóźnić start sezonu? So be it!

Sekretarz Ligi, Bill Daly, wtóruje swojemu szefowi:

„Mamy ten przywilej, że na spokojnie możemy obserwować jak sytuacja się rozwinie w niedalekiej przyszłości. […] Nie musimy decyzji podejmować teraz, natychmiast.”

Ligi, z którymi NHL współpracuje, ma już tą decyzję jednak za sobą. AHL ma wystartować 4 grudnia (z zastrzeżeniem, że nie wiedzą jeszcze jak będzie wyglądać kalendarz). Liga ECHL z kolei zagra pełen, 72 meczowy sezon, który również wystartuje 4 grudnia.

Powrót fanów na hale

Nie oszukujmy się, bez fanów hokej jest nieco uboższy. Oczywiście mecze stoją na wysokim poziomie, ale każdemu, nawet nam przed telewizorami brakuje buzujących i głośnych trybun. O tym jak przywrócić fanów na mecze debatuje się w drużynach od samego początku pandemii. W marcu nie wiadomo było w jaki sposób sezon będzie dokończony, bańki nie były nawet rozważane, a w całej lidze powstały różne koncepcje rozgrywania meczy. Można je streścić tak:

  • Gramy bez fanów
  • Gramy w budynkach wypełnionych w połowie, by następnie w miarę normalizacji wpuścić 90% kibiców
  • Wersja optymistyczna: progi wypełnienia hal podobnie jak u nas w piłkarskiej Ekstraklasie: 25%, 50%, 75%-90%.

Niemal każda drużyna miała opracowane swoje rozwiązania. Pandemia rozwijała się jednak tak szybko, że o tych wszystkich planach można było zapomnieć. Ostatecznie play-offs rozgrywane są w odizolowanej bańce.

Władze Ligi radzą jednak twardo stąpać po ziemi. Wg. wysoko postawionych działaczy, jeśli zobaczymy fanów na trybunach w styczniu, to będzie to sukces. Realniejsza staje się jednak późna wiosna, gdy miejmy nadzieję, dostępne będą już szczepionki na COVID-19.

Co oznacza dla drużyn NHL granie bez fanów? Kłopoty.

Bez fanów na trybunach kluby tracą po prostu ogromne ilości pieniędzy. Niestety NHL nie jest tak uprzywilejowana jak inne ligi w USA. Ich zarobki w znacznej mierze opierają się na przychodach z dnia meczowego. Nie ma fanów, nie ma pieniędzy. Prawa telewizyjne w przypadku NHL nie pozwolą na długofalowe utrzymywanie drużyn w ten sposób.

Spora część widzów na meczach to również karnetowcy, których bywa naprawdę niemało. Jeśli NHL zdecyduje się wpuścić na mecz jakiś % fanów, to co zrobić z karnetowcami? Jeden z pomysłów działaczy to system rotacyjny. Miało by to działać mniej więcej tak: jeśli na halę będzie mogło wejść 25% publiczności, to karnetowcy mogliby uczestniczyć w co czwartym meczu swojej drużyny.  

Co prawda to tylko idea, ale już wydaje się lekko odklejona od rzeczywistości, mimo że jest pozornie sprawiedliwa. Powód? Otóż część fanów na pewno będzie mogła poczuć się pokrzywdzona. Każdy wolałby pójść na mecz Oilers z McDavidem w składzie, niż na spotkanie z Detroit Red Wings, prawda?  

A może cztery bańki??

Kilka dni temu na Twitterze małe zamieszanie zrobił John Shannon, ekspert telewizyjny związany z NHL. Wg. jego informacji jedną z propozycji na kolejny sezon jest stworzenie 4 baniek, w których drużyny grałyby w systemie rotacyjnym.

Sam pomysł nie wydaje się zły. Obecne bańki przecież zdają egzamin. Drużyny nie muszą podróżować, a w jeden dzień da się rozegrać nawet 3 mecze (no chyba, że ktoś gra 5 dogrywek). Realizacja kalendarza przebiega więc całkiem sprawnie.

Problemem mogą być, jak zawsze, pieniądze. Organizacja bańki, wg. różnych źródeł, kosztowała NHL około 100 mln $ (info TheAthletic). Nie wiadomo jednak, czy w przyszłym sezonie części kosztów nie musiałyby pokryć kluby. A te jak wiadomo, bez fanów na trybunach, tracą pieniądze.

Cztery bańki to także więcej osób, które muszą się poświęcić „dla ligi”. Nie chodzi tu tylko o samych zawodników i działaczy klubowych oraz ligowych, ale także o pracowników obsługi całego przedsięwzięcia. W kuluarach mówi się jednak, że wciąż byłoby to lepsze rozwiązanie niż to, które obserwujemy w MLB (liga baseballa), gdzie drużyny normalnie podróżują i rozgrywają mecze przy pustych trybunach.

Emocje studzi sekretarz Ligi Bill Daly, który w wywiadzie dla NHL.com powiedział:

„Nie sądzę, że obecne rozwiązania zadziałałyby w przyszłym sezonie. Naszym założeniem jest rozegranie pełnego sezonu, i nie jestem pewien jak moglibyśmy to zrobić przy wdrożeniu obecnych rozwiązań. Sporo czasu zajmuje nam doprowadzenie obecnych play-offs do końca. Na pewno nie będzie to wyglądać tak, jak obecnie. Może zastosujemy pośrednie rozwiązania? Zobaczymy”

O ile w tym sezonie zdecydowana większość zawodników nie miała problemu z zamknięciem się w bańkach, tak nie jest to tak oczywiste na przyszłość. NHLPA jednak podkreśla, że jest za wcześnie na rozmowy w tym temacie. Jeśli znów trzeba by było grać w bańkach, znów konieczna będzie renegocjacja umowy między zawodnikami a NHL. Kluczowe będą tutaj również finanse, i uwierzcie,  zwodnicy będą mieli twardy orzech do zgryzienia.  Dlaczego?

Ano dlatego, że jest spora różnica w wynagrodzeniu. Wchodzisz do bańki, dostajesz 80% wynagrodzenia. Zostajesz w domu, dostajesz 40%….

Które rozwiązanie wybierze Liga na sezon 2020/2021? Czy po finale Pucharu Stanleya w październiku zobaczymy hokej dopiero w styczniu? Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Najważniejszy jest jednak fakt, że działacze Ligi i klubów cały czas robią coś, co pozwoli nam wrócić do względnej normalności jak najszybciej. Możecie być pewnie, że w wolnym czasie w bańkach, jak w siedzibach klubów, które już nie grają dzieje się wiele. Po tym jak Liga poradziła sobie teraz, jestem pewien, że rozwiązanie formatu rozgrywek na przyszły sezon będzie dobre.

Czytaj dalej

Copyright © Hockey Magazine + Agencja Greg Media.