Bądź na bieżąco

Kącik Historyczny

Niesamowita passa Briana Bouchera

Opublikowano

dnia

Brian Boucher

Odkąd pamiętam śledziłem wyczyny hokejowych bramkarzy. Idolem numer jeden dla mnie był oczywiście jak część z Was wie, Patrick Roy. Jednakże na przestrzeni lat byłem świadkiem niejednego bramkarskiego wyczynu, a ich autorami wcale nie byli ci najlepsi i najbardziej znani. Dziś cofamy się do przełomu lat 2003/2004, kiedy to niesamowitą passą zaliczył Brian Boucher z Phoenix Coyotes (obecnie Arizona).

Kiedy w Sylwestra 2003 roku Brain Boucher poprowadził Kojoty do zwycięstwa nad Los Angeles Kings nie tracąc gola, nikt nie spodziewał się, nawet on sam, że za chwilę napisze historię życia i NHL. Fakt, że w ogóle grał był dość zaskakujący. Na początku rozgrywek w sezonie 2003/04 Boucher był bowiem dopiero trzecim bramkarzem w Coyotes, do tego nie bardzo widziano go wówczas w drużynie.  

Jednakże los się do niego uśmiechnął i wskoczył do składu po tym, jak podstawowy goalie drużyny, Zac Bierk, nabawił się w październiku kontuzji pachwiny. Sylwestrowy start był jego ósmym meczem w sezonie i zapoczątkował magiczną serię, którą Boucher pobił dwa rekordy współczesnej NHL (co jest ważne, bo na starsze rekordy patrzy się nieco inaczej):

-najdłuższa seria wygranych meczy bez straty gola

-najdłuższy czas bez straty gola

© nhl.com

Po Kings Boucher i Kojoty do gołego jaja ograli jeszcze na wyjeździe Dallas Stars, Hurricanes, Capitals i Wild. Wygrana nad Minnesotą była piątym triumfem bez straty gola, co pozwoliło Boucherowi pobić rekord Billa Durnama, pochodzący jeszcze z sezonu 1948/49. Mimo, że kibice Wild mocno dawali się bramkarzowi we znaki, to jednak po zakończeniu meczu zgotowali mu głośną owację na stojąco. Byli bowiem świadkami historycznego wyczynu! W takich momentach w NHL animozje klubowe odchodzą na bok.

Jednak nic nie może trwać wiecznie. 11 stycznia Kojoty grały mecz z Atlantą Thrashers, drużyną, która już nie istnieje (a właściwie przeniosła się do Winnipegs i zmieniła nazwę na Jets). Gdyby Amerykanin i w tej potyczce nie stracił bramki, wyrównałby absolutny rekord NHL, pochodzący z lat 1927/28, ustanowiony przez Aleca Connela zanim do zasad gry wprowadzono czerwoną linię na środku (przez długi czas podanie przez dwie linie było zabronione – zasadę wprowadzono po to, aby nie można było podawać krążka z własnej tercji obronnej od razu na połowę przeciwnika – chciano w ten sposób ukrócić ‘grę na sępa’).

© nhl public relations

Niestety nie udało się. Boucher w końcu skapitulował po strzale, który zrykoszetował Randy Robitaille, ale i tak napisał historię. Bramkarz nie wpuścił krążka do bramki przez 332 minuty i 1 sekundę. W tzw. współczesnej NHL nikt nie może pochwalić się lepszym wynikiem. Nie osiągnął tego ani Roy, czy Martin Brodeur.

Jak on sam wspomina ten wyczyn po latach?

„Moja seria zaczęła się tak naprawdę w Nashville, 22 grudnia. Ostatni mecz przed świętami, później graliśmy dopiero z Kings w Sylwestra. Predators wbili mi gola w ostatnich sekundach drugiej tercji. Gdybym nie wpuścił wtedy tego krążka, ten rekord byłby jeszcze dłuższy”

Kolejne lata Boucher spędził na wędrowaniu między klubami. Jednak tych dwóch wspaniałych tygodni nikt mu nie zabierze, a rekordy jeszcze długo będą w jego rękach. Najbliżej ich pobicia był Roberto Luongo, kiedy bronił barw Vancouver Canucks. W sezonie 2008/09 zaliczył trzy mecze z rzędu bez straty gola – w sumie 242 minuty i 36 sekund…

„Zawsze kiedy ktoś zaliczy kilka meczy na zero z tyłu, odbieram tonę wiadomości. Ale nie będę kłamać, lubię mieć te rekordy. Pobić je będzie niezwykle ciężko, bo w dzisiejszych czasach gra jest bardzo otwarta. Nie ma czerwonej linii, gra jest szybsza, są dogrywki 3 na 3. Jest inaczej”.

Czy komuś się kiedyś uda się pobić ten niesamowity wyczyn? Bardzo bym chciał być tego świadkiem. I jestem pewien, że Wy także. Na koniec zobaczcie sami jak to wówczas wyglądało 😉

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w artykule są własnością NHL. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie jest zabronione.

Czytaj dalej

Copyright © Hockey Magazine + Agencja Greg Media.