Bądź na bieżąco

Kącik Historyczny

Patrick Roy i transfer, który zszokował hokejowy świat – część pierwsza

Opublikowano

dnia

Był 2 grudnia 1995 roku, kiedy to Montreal Canadiens podejmowali u siebie Detroit Red Wings. Ten wieczór miał w zasadzie niczym nie różnić się od innych, ale hokejowi bogowie postanowili inaczej. To właśnie tego dnia, Red Wings rozbili Canadiens 11-2 na ich własnym lodzie. To tego dnia, niedoświadczony trener Habs, Mario Tremblay, trzymał na lodzie bramkarza Patricka Roy przez długi czas, upokarzając go na oczach całego Montreal Forum i świata. I to był właśnie ten dzień, który spowodował później lawinę wydarzeń, które zszkokowały cały, hokejowy świat i zaważyły na przyszłości dwóch drużyn.

Początki

Aby zrozumieć, co i dlaczego się wówczas wydarzyło, musimy się cofnąć nieco w czasie, bo ta historia ma wiele wątków. Zacznijmy od drużyny Canadiens. Czarne chmury nad Montrealem w połowie lat 90’tych zbierały się od dawna. W tym mieście presja na tej drużynie i oczekiwania fanów są olbrzymie. Tymczasem w play-offs 1994 roku Habs odpali w już w pierwszej rundzie, a w sezonie 94/95 do fazy pucharowej nie awansowali w ogóle!

Początek kolejnej kampanii, czyli sezonu 95/96, to również była dla nich jedna, wielka katastrofa. Pierwsze cztery mecz przegrali, w każdym strzelając tylko jednego gola. Żeby tego było mało, to spotkania z Flyers i Panthers skończyły się wynikami 1-7 i 1-6. W efekcie spadł pierwszy cios na Habs w tym sezonie. Ze swoich stanowisk zostali zwolnieni: wieloletni Menadżer Generalny – Serge Savard, oraz trener Jacques Demers. Na ich miejsce zatrudniono całkowitych żółtodziobów.

Menadżerem Generalnym został Rejean Houle, a trenerem Mario Tremblay. Gość, który spędził w NHL dość sporo czasu, ale do momentu zatrudnienia nigdy nie trenował żadnej drużyny. I to właśnie jego postać będzie jedną z głównych przyczyn odejścia Roy’a z Montrealu. Ale do tego jeszcze dojdziemy.

Mimo tego, po tym małym trzęsieniu ziemi drużynie wiodło się całkiem nieźle. Po dołożeniu piątej porażki na start, w kolejnych 15-stu meczach Canadiens pokonywali rywali 13 razy. Efekt miotły? Być może. Wszystko jednak prowadziło do nieuchronnej klęski. Zapytacie dlaczego, skoro wyniki były dobre? Otóż na lodzie jedno, w szatni drugie. Atmosfera na zapleczu drużyny nie była najlepsza, a najbardziej było to widoczne w stosunkach na linii Roy – Tremblay właśnie. Ich historia zaczęła się jakieś 10 lat wcześniej…

Roy kontra Tremblay

Obaj panowie delikatnie mówiąc, nie przepadali za sobą od samego początku. Wiele w tym winy, o ile nie najwięcej, ponosi Tremblay. Poznali się, kiedy Roy dopiero zaczynał swoją karierę, a Tremblay rozgrywał swój ostatni sezon w NHL w barwach Canadiens. Podczas kampanii 1985/86, obaj panowie byli współlokatorami, a Mario ciągle dokuczał Patrickowi, naśmiewając się notorycznie ze słabej znajomości języka angielskiego młodego bramkarza. Nawet później, kiedy Tremblay zakończył karierę i pracował w radiu, niejednokrotnie na antenie krytykował Patricka i robił mu nieustanne niestosowne przytyki.

W późniejszym czasie Tremblay był stale w otoczeniu drużyny. Tuż przed jego zatrudnieniem jako trenera Canadiens (21 października 1995)  doszło do kolejnej konfrontacji na linii Patrick-Mario. Panowie prawie się pobili w kawiarni na Long Island w Nowym Jorku. O co poszło? Nie wiadomo do dziś.

Idąc dalej, w dniu przedstawienia nowego trenera drużynie również doszło do napiętej sytuacji między tą dwójką. Aby rozładować atmosferę, Roy zażartował ze swojego byłego kolegi z lodu, a teraz już trenera, co bardzo mu się nie spodobało. Tremblay nie omieszkał głośno o tym poinformować wszystkich. Wszak to teraz on rządził, prawda?

Kolejny, udokumentowany incydent z ich udziałem miał miejsce w Edmonton, w listopadzie. Od 1993 roku w drużynie istniała zasada, która zakazywała na wyjazdach pokazywania się zawodników w przyhotelowych lokalach. Po wygranym meczu z Oilers, Roy i jego kolega z drużyny, Pierre Turgeon zostali przyłapani przez trenera na piwie, jak się możecie domyślić, w hotelowym barze. Zaznaczę, że wg. świadków, był on wówczas praktycznie pusty. Tremblay wpadł w szał i natychmiast kazał obojgu wracać do swoich pokoi. Słysząc to, Roy złożył kolejne zamówienie… Mario doskonale wiedział, że po meczach Patrick nie lubi chodzić po zatłoczonych miejscach na mieście. Jak to opowiadał później w biografii bramkarza ojciec Roy’a, Michele, Patrick i Pierre tylko rozmawiali siedząc w kącie przy barze, byli cicho, nikomu nie przeszkadzali,  a Tremblay zrobił im karczemną awanturę. W żaden sposób nie miało to dobrego wpływu na tak naprawdę całą szatnię…

Kolejny absurdalny ruch Tremblaya? Otóż wyobraźcie sobie, że ten zabronił bramkarzowi rozmawiać z kolegami, którzy byli poddawani rehabilitacji w tzw. „pokoju trenerów”. Mógł to robić tylko wtedy, gdy… sam był kontuzjowany.

Mało? Do kolejnych rękoczynów doszło prawie na treningu Canadiens. Z tylko sobie znanych powodów trener Tremblay wystrzelił krążek w stronę Roy’a celując w jego gardło… Sam jestem bramkarzem, i uwierzcie mi na słowo, Roy miał prawo się mocno wkurzyć.

Takich sytuacji zapewne było o wiele więcej, nie będzie nam jednak dane poznać ich nigdy. Punktem kulminacyjnym był mecz z Red Wings, ferelnego 2 grudnia…

Tremblay konta Legenda

Mario Tremblay

Jeśli myślicie, że Tremblay miał na pieńku tylko z Roy, to się grubo mylicie. Otóż zalazł za skórę także ówczesnemu trenerowi Czerwonych Skrzydeł, legendarnego Scottiemu Bowmanowi (tak, temu). Ich historia sięga la… 70’tych! Bowman z sukcesami trenował wówczas Montreal Canadiens. Mimo, że w tym czasie aż pięć razy wywalczył z tą drużyną Puchar Stanleya, to z takim Tremblayem ten wybitny trener nie żył zbyt dobrze. A może lepiej byłoby napisać, że znając Mario, to prędzej on miał jakiś problem z Bowmanem, niż odwrotnie. Panowie ponownie spotkali się pod koniec listopada ’95 w meczu rozgrywanym Detroit. Przy okazji tej wizyty, już jako trener Canadiens, Tremblay na łamach prasy nie szczędził Bowmanowi uszczypliwości. A że Scotty czytał wszystko, co pojawiało się na jego temat w gazetach, zapamiętał sobie jego słowa bardzo dobrze. Bo musicie wiedzieć, że Bowman takie rzeczy, brał bardzo mocno do siebie i nie zapominał ich nigdy. Zamierzał te słowa w bolesny sposób przypomnieć trenerowi Habs, przy następnej okazji, czyli właśnie 2 grudnia….

 

Montreal vs Detroit, 02.12.1995, Montreal Forum

To chyba jedna z najważniejszych i najgorszych dat w historii Montreal Canadiens. To co wydarzyło się na tafli Montreal Forum pozostaje w pamięci fanów po dziś dzień, i będzie żyło chyba po wsze czasy.

Oto ponownie borykający się z problemami Canadiens podejmują rozpędzoną drużynę Red Wings, która w tamtych czasach była ligową potęgą (przez wielkie P). Do tego rozzłoszczony komentarzami Tremblaya Bowman ustawił drużynę totalnie ofensywnie, co zaowocowało kompletną katastrofą Canadiens.

Po pierwszej tercji Red Wings prowadzili z Habs 5-1. Patrick Roy nie zawinił jednak przy tych bramkach. Trzy z nich hokeiści z Detroit strzelili grając w przewadze, kompletnie dominując obronę przeciwnika. Do tego jeden gol padł kiedy Montreal grał w 3 na 5. Red Wings grali hokejowy majstersztyk, i Roy naprawdę nie miał nic do powiedzenia.

Każdy normalny trener już dawno zdjąłby swojego bramkarza i zastąpił go zmiennikiem. Już wtedy Patrick miał ewidentnie dość. Ale Tremblay miał inny plan na wieczór…

Kilka akcji później było już 6-1, a trener nadal nie reagował. I tylko Bóg wie dlaczego. To był pierwszy krok do dramatu, jaki rozegrał się później. W drugiej tercji, w 4 minucie i 33 sekundzie wynik na 7-1 podwyższył młody Mathieu Dandenault. Wówczas nawet asystenci Tremblaya, na czele ze Stevem Shuttem wręcz krzyczeli do niego: „Musisz natychmiast zdjąć Patricka!”. Sam bramkarz w desperacji spoglądał na ławkę, bo miał coraz bardziej dość. Zero reakcji.

Gdy zrobiło się 8-1, Patrick już wiedział, że Tremblay robi to celowo i chce go publicznie upokorzyć. Był tym zdruzgotany i czuł się opuszczony. W tym samym czasie trener uznał, że poniżenie trwa wystarczająco długo więc dał znać drugiemu bramkarzowi, Patowi Jablonskiemu, by ten bardzo powoli szykował się na lód. W efekcie, Fiodorow wbił kolejnego gola, a na tablicy wyników było już 9-1 dla Red Wings…

W końcu Patrick został zmieniony. Zjechał z lodu, przekazał maskę trenerowi bramkarzy, a następnie udał się na swoje miejsce. Mijając Mario Tremblaya spojrzał mu głęboko w oczy, a ten tylko uniósł nos wyżej. Być może liczył na jakiś gest ze strony trenera, jakiekolwiek słowo komentarza. Tremblay jednak nie zrobił nic i pokazał swoją wyższość.

Dla Patricka to było już za wiele. Już wiedział, że to koniec i wiedział, co dalej zrobi. Cofnął się wówczas do prezydenta Canadiens, Ronalda Coreya, mówiąc mu, że to był jego ostatni mecz w barwach tej drużyny… Cala sytuacja do obejrzenia poniżej:

Tuż po meczu Patrick błyskawicznie opuścił halę, a odebrał go Bob Sauve, jego agent. To w jego domu Roy spędził większą część nocy omawiając, co dalej zrobić. Za bramkarzem do jego agenta pojechał również jego przyjaciel z drużyny, Mike Keane, po drodze zabierając z domu Patricka jego syna, Johnatana… 

Kolejne dni były bardzo burzliwe i pełne emocji. Co wydarzyło się w domu Sauve? Jakie były kulisy negocjacji? Czy Patrick Roy mógł trafić gdzieś indziej? I przede wszystkim – jakie konsekwencje miało zachowanie Tremblaya na historię Avalanche i Canadiens? O tym w drugiej części tej historii za najbliższą środę!

Czytaj dalej
1 komentarz

1 komentarz

  1. Pingback: Patrick Roy i transfer, który zszokował hokejowy świat – część druga - Hockey Magazine

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright © Hockey Magazine + Agencja Greg Media.