Bądź na bieżąco

Kubis Corner

RaFA koralowa – kurs kolizyjny

Opublikowano

dnia

ARTYKUŁ ZOSTAŁ NAPISANY 27 WRZEŚNIA

Tegoroczna przerwa pomiędzy sezonami NHL i okres przygotowawczy do nadchodzącego sezonu znacząco uwydatnił trend i potencjalny duży problem z kontraktami chronionych wolnych graczy czyli RFA.

Dziś jest 27 września, do startu sezonu zostało 5 dni i jest wielce prawdopodobne, że na otwarcie sezonu nie zobaczymy trzech znakomitych młodych zawodników: Kyle Connora i Patricka Laine z Winnipeg Jets oraz Mikko Rantanena z Colorado Avalanche. Mimo iż po zakończeniu sezonu ich kluby miały cztery miesiące na podpisanie z zawodnikami nowych kontraktów do dziś się to nie udało. 

Ci trzej zawodnicy, to tylko pozostałość całej rzeszy chronionych wolnych graczy, którzy wyjątkowo długo w tym sezonie czekali na podpisanie nowych umów. Najpierw wszyscy czekali na Mitcha Marnera, którego kontrakt miał wyznaczyć standard. Kiedy wreszcie 13 września Marner podpisał sześcioletni kontrakt o wartości 65 milionów dolarów (10,893 milionów dolarów rocznie) nagle okazało się, że dla większości klubów ten kontrakt jest przepłacony i gracze jak wspomniana trójka z Jets i Avalanche plus Matthew Tkachuk z Calgary Flames i Brayden Point z Tampa Bay Lightning nie dostali podobnych propozycji. Drużynom Błyskawic i Płomieni udało się porozumieć ze swoimi zawodnikami odpowiednio 23 i 25 września, ale kontrakty zawarto tylko na trzy lata (tzw. umowy pomostowe – bridge deal) na 20,25 milionów dolarów w przypadku Pointa i 21 milionów Tkachuka.

Takie umowy oznaczają, że Tkachuk i Point, podobnie jak Brock Boeser z Vancouver Canucks, który kontrakt podpisał 14 września (3 lata, 17,625 milionów dolarów) będą nadal chronionymi wolnymi graczami co dla klubu z jednej strony jest dobre, ale z drugiej trzeci rok umowy, który warunkuje wysokość oferty kwalifikowanej (qualifying offer) jest na bardzo wysokim poziomie – Point i Tkachuk w trzecim roku umowy zarabiają po 9 milionów dolarów a Boeser 7,5 miliona. Trend tak wysokich zarobków w ostatnim roku „bridge deal” wyznaczył w tym roku Timo Meier, który już 1 lipca przedłużył umowę z San Jose Sharks na cztery lata, z bardzo przyjaznym dla klubu rocznym obciążeniem poziomu płac (cap hit) w wysokości 6 milionów dolarów za sezon. Tyle, że ostatni rok kontraktu to wypłata rzędu 10 milionów i taka też jest wartość oferty kwalifikowanej. Jeśli klub ją złoży, chcąc utrzymać prawa do zawodnika (w innym przypadku stanie się od razu wolnym graczem – FA) ten może ją przyjąć bez żadnych negocjacji i po roku zostać wolnym graczem. Jest to zatem dość znaczna pułapka dla klubu.

Podobne umowy zawarli najlepsi obrońcy, którzy mieli status RFA. Zach Wereński z Columbus Blue Jackets 3 lata i 15 milionów dolarów z ostatnim rokiem za 7 milionów oraz Charlie McAvoy  14,7 milionów w trzyletnim kontrakcie z ostatnim rokiem na poziomie 7,3 mln $. Tylko Iwan Proworow poszedł drogą Marnera podpisując umowę na 6 lat za średnio 6,75 mln dolarów. Takie kontrakty pokazują, że czasy, kiedy młodzi zawodnicy po pierwszej umowie (tzw. entry-level contract) podpisywali drugą, przyjazną dla klubu umowę pomostową są już przeszłością. Najlepsi młodzi hokeiści chcą zarabiać gigantyczne pieniądze już od drugiej umowy a nie od trzeciej jak kiedyś. Trudno im się dziwić, kariera hokeisty to zwykle maksymalnie 15-20 lat. Jeśli do tego dodamy, że umowy są opodatkowane i Marner fizycznie z kontraktu 10,893 mln $ „na rękę” dostanie 5,1 mln $ a na koniec sezonu będzie musiał z tego oddać około 10% w tak zwanych escrow, które zawodnicy płacą jeśli suma wypłacanych kontraktów przekroczy wartość 50% dochodów Ligi, które według umowy między Ligą a zawodnikami (CBA) należy do zawodników. To jednak powoduje, że zespoły mają gigantyczne problemy w zmieszczeniu się w obecnym limicie płac i są zmuszone do wymian, których pewnie nigdy by nie wykonali, gdyby nie było salary cap.

Problem escrow jest chyba najbardziej drażliwy dla graczy i wydawało się, że może być powodem do otwarcia przez nich negocjacji nowej umowy CBA i zakończenia obecnej do czego mieli prawo do 15 września tego roku. Tak się jednak nie stało, obie strony zdecydowały, że wolą rozmawiać i szukać rozwiązań a nie walczyć „na noże” o nową umowę. Lokautu po najbliższym sezonie nie będzie ale to nie znaczy, że problemy znikną. Jest wielce prawdopodobne, że Liga „przehandluje” ważne z punktu widzenia zawodników kwestie (escrow, udział w Igrzyskach Olimpijskich) za rzecz, która obecnie chyba najbardziej „boli” właścicieli, czyli wygórowane żądania RFA po entry-level contract (ELC) czyli bez prawa do arbitrażu, który mógłby rozstrzygnąć spór między klubem a zawodnikiem. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że drugi kontrakt jest podpisywany obligatoryjnie na dwa lata z maksymalnym progiem płac będącym 2,5 – krotnością średnich zarobków gracza z ELC czyli łącznie z bonusami. W takiej sytuacji młody zawodnik nawet jeśli zdobyłby wszystkie zapisane w kontrakcie bonusy, to mógłby dostać maksymalnie około 9,5 miliona za sezon a nie 12,5 jak Connor McDavid.  

Jak zakończą się negocjacje Rantanena, Connora i Laine*? Zapewne niedługo się dowiemy. Avalanche chcą Fina minimum na sześć lat, żeby uniknąć jednoczesnych negocjacji z nim, MacKinnonem, Landeskogiem i Makarem. Wydaje się, że Connor też przyjmie którąś ofertę Jets. Największy kłopot będzie zapewne z Laine, który nie jest zbyt zadowolony ze swojej pozycji w drużynie Winnipeg. Czy włodarzom ekipy uda się ugasić ten pożar? Czas pokaże.

*Artykuł napisany w dniu 27.09.2019 przed ogłoszeniem umów Rantanena (6×9,25 mln$), Connora (7×7,14 mln$) i Laine (2×6,75 mln$)

Czytaj dalej
Kliknij aby skomentować

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright © Hockey Magazine + Agencja Greg Media.