Bądź na bieżąco

Felietony

W co gra Taylor Hall?

Opublikowano

dnia

No i stało się! Jedno z najgłośniejszych nazwisk w tegorocznej puli Wolnych Agentów ma już nowy dom. Tylor Hall, bo o nim mowa, w przyszłym sezonie reprezentować będzie barwy Buffalo Sabres. Ale tylko przez rok, i to za grubą kasę. Oto mój krótki komentarz w tej sprawie.

Szczerze mówiąc, takiego obrotu sprawy chyba nikt się nie spodziewał. I nie o długość umowy tu chodzi, a o drużynę, którą Kanadyjczyk wybrał. Bowiem o tym, że Hall chce podpisać krótki kontrakt wiedzieliśmy od dawna, ale wszyscy zakładali, że wybierze drużynę, która ma realne szanse na wygranie Pucharu Stanleya.

Tymczasem Buffalo Sabres to ekipa, która nie awansowała do Play-offs od dziewięciu lat! Szable szorują dolne miejsca tabeli Konferencji Wschodniej od kilku lat prezentując dość średniej jakości hokej. Brak tej drużynie jakiejkolwiek jakości, szczególnie na pozycji bramkarza. Czy w Sabres myślą, że taki Hall na spółkę z Jackiem Eichelem machną różdżkami i drużyna zacznie wygrywać i odnosić sukcesy? Mimo, że na papierze TOP 6 Buffalo wygląda całkiem nieźle, śmiem wątpić.

Przewidywane linie Sabres

Przede wszystkim nie wierzę, że Jack Eichel dogada się z Hallem. Ten pierwszy nie raz udowadniał, że delikatnie mówiąc, ma zbyt wysokie mniemanie o sobie. Śmiano się nie raz, że to Eichel tak naprawdę rządzi drużyną, bo władze i trenerzy Sabres boją się mu przeciwstawić, bosię młoda gwiazda obrazi. I to się raczej nie zmieni. A co się stanie, gdy do szatni wejdzie koleś, który bez mrugnięcia okiem dostał na kontrakcie 8 milionów dolarów? A nie zapominajmy, że Hall to jest hokeista, który lubi prowadzić krążek i być w „centrum gry”. Zarówno w szatni jak i na lodzie Hall z Eichelem mogą się po prostu nie dogadać, co będzie miało przełożenie na resztę zespołu.

Do tego Hall to jest gość, któremu lekko się odkleiło pod kopułką od momentu, po wygraniu Hart Memorial Trophy (MVP ligi NHL).  Po swoi rekordowym sezonie (2017/2018), kiedy to ustrzelił 39 goli dokładając 54 asysty, wydaje się że osiadł lekko na laurach. Rozgrywki w sezonie 2018/2019 w większości przegapił ze względu na kontuzję i słabsza gra miała usprawiedliwienie, tak miniona kampania to już widoczna zniżka formy. W New Jersey Devils i Arizona Coyotes zagrał w sumie 65 meczy, strzelając 16 bramek i asystując przy kolejnych 36, co daje w sumie 52 punkty. Jak na jego możliwości słabo. Do tego tak naprawdę nie wnosił do gry jednej czy drugiej drużyny nic szczególnego. Szczególnie zawiódł Coyote w Play-Offs…

Mimo tego, jakimś cudem Sabres chcą mu zapłacić 8 mln dolarów. Naprawdę, dziwię się bardzo.

Nie wiem też, na co liczy sam Hall. Albo po prostu tak obrósł w piórka, że zachłanność wzięła górę, albo ma jakiś cichy, genialny w swoim mniemaniu, plan na wyjęcie jeszcze więcej kasy za rok. Być może uważa, że grając z Eichelem czy Staalem znowu nastrzela goli i solidnie zapunktuje,  co zwiększy jego wartość rynkową. Ryzykowna kalkulacja? Owszem.  

Jednakże ta decyzja, chcąc nie chcąc wygląda po prostu jak skok na kasę. Czy teraz, czy później, wydaje się, że mamona przysłoniła Hallowi oczy i zrobi wszystko, by zarabiać jak najwięcej. Jest to w jakiś sposób zrozumiałe, ale gdzie są jego ambicje sportowe? Czy on nie chce wygrać Pucharu Stanleya?? Przecież gdyby podpisał kontrakt z „contenderem” i w takiej drużynie zagrał pierwsze skrzypce, wygrywając dajmy na to Puchar, to jego wartość wzrosłaby jeszcze bardziej! Bo udowodniłby, że nie jest tylko świetnym zawodnikiem i liderem, ale miałby w rękawie kartę przetargową w postaci doświadczenia i miano Mistrza NHL!

Na zakończenie… Jedną z ofert Hall miał z Colorado Avalanche, która opiewała na 6,5 mln $ za rok. Mógł dołączył do silnej drużyny, która z roku na rok staje się tylko lepsza. Okienko na wygranie trzeciego Pucharu Stanleya w Denver jest od jakiegoś czasu otwarte. Decydując się na Avs, miałby realne szanse zaatakować „Puchar” już w następnym sezonie. Wybrał słabych Sabres, z dwoma solidnymi liniami, średnią obroną i katastrofą w bramce. Oby ta decyzja nie odbiła mu się czkawką. Kto wie, gdzie trafi w przyszłości i czy to będzie drużyna, która regularnie będzie biła się o Puchar. Może akurat teraz to była jego szansa?

I tak szczerze mówiąc, to ja się w sumie cieszę, że nie dołączył do Avalanche. Tej drużynie nie jest potrzebny gość, który pieniądze przedkłada nad ambicje i marzenia. I chyba żadnej taki słoń w szatni potrzebny nie jest.

ZDJĘCIE GŁÓWNE: OSPORT.TV / CC BY

Czytaj dalej

Copyright © Hockey Magazine + Agencja Greg Media.