Bądź na bieżąco

Felietony

Zmiany w hokeju na lodzie. Kompleksowe wyjaśnienie!

Opublikowano

dnia

Zapewne wszyscy wiecie jak wyglądają zmiany w locie w hokeju na lodzie. Często nie zauważamy jak to się dokładnie odbywa, szczególnie jeśli oglądamy mecz w telewizji. Ale również i będąc podczas meczu na hali można złapać się na tym, że po prostu zmian za bardzo nie obserwujemy. Sam przekonałem się o tym kilkukrotnie. Obiecywałem sobie często, że tym razem na 100% przyglądnę się im bliżej. Jak się domyślacie, nic z tego nie wychodziło – tyle się dzieje na tafli!

Czas jednak podejść do tematu kompleksowo i raz na zawsze ze zmianami się rozprawić. Zastanowimy się też, jak to się dzieje, że ciągle popełniane są błędy i co rusz któraś drużyna gra w osłabieniu na skutek kary za „zbyt dużą ilość zawodników na lodzie”. Dlaczego te zmiany są tak ważne? Czy mogą zaważyć na sezonie? Okazuje się, że czasem tak.

Na początek spójrzmy na statystki. W zeszłym sezonie (2018/2019) cztery drużyny zaliczyły po 15 kar za tzw. „too many man on ice”. Ten niechlubny rekord osiągnęli hokeiści z Denver, Minnesoty, Nowego Jorku (Rangers) i Nashville. Oznacza to, że w całym sezonie oddali za darmo 15 przewag, co średnio daje 4 stracone gole. Idąc dalej te bramki mogą zdecydować o losie spotkania lub dwóch. Te dwa mecze czasem bywają kluczowe, gdy idzie o awans do play-offs. Trochę głupio, nie?

Jak to się dzieje, że w ciągu całego sezonu jakoś około 200 razy zawodowe drużyny chrzanią coś tak teoretycznie prostego? Czy zawodowcy zarabiający grube miliony dolarów, prowadzeni przez najlepszych szkoleniowców na świecie naprawdę nie potrafią ogarnąć zmian? Przecież w czasie meczu jest ich kilkadziesiąt! Powinno to być wyćwiczone!

Jak odbywają się zmiany

Błędy w zmianach dotyczą głównie napastników i to oni muszą być szczególnie uważni. Jeśli w trakcie zmiany nawali obrońca i kogoś na lodzie zdubluje, to wierzcie mi, zawalił okrutnie. Przede wszystkim obrońców jest mniej, często zmieniają się na raz w parach, co w rezultacie powoduje, że jest to dla nich prostsze. Ale do rzeczy.

Na ławce zmienników obowiązuje reguła „kciuka”. Im dalej od bramki ktoś narobi syfu, tym lepiej. Jeśli obrońcy się zamotają, będą nieuważni czy za wolni, zazwyczaj kończy się to atakiem jeden na jeden i miej Panie Boże bramkarza wówczas w opiece. Jeśli coś zawalą napastnicy, to jeszcze nie ma takiej dużej wtopy, bo przeciwnik nie wjechał jeszcze do tercji obronnej i zanim padnie gol, może wydarzyć się masa innych rzeczy. Dlatego też pierwsze o czym myśli trener drużyny, to porządek w obronie. Co za tym idzie na ławce najbliżej bramkarza będą siedzieć właśnie obrońcy. Zobaczcie sami:

D – Defensorzy- F – Forwards (napastnicy)

Jak widać, obrońcy siedzą bliżej linii niebieskiej, napastnicy zaś środkowej. Dlatego też do zmian ci drudzy używają tych dalszych od bramkarza drzwiczek. Perypetie z nimi to materiał na osobną historię. Wracając… Zmiany atakujących to trzy rozpędzone cielska, które muszą dostać się na ławkę i kolejne trzy, które muszą wyjść na lód. Często generuje to spory chaos, a drzwi są jedne. Nie ma opcji, żeby wszyscy zmienili się płynnie używając tylko ich. Dlatego też zawodnikom z ławki prościej jest wskoczyć na lód przez bandę.

Zjeżdżający z lodu z kolei mają prościej. Zasada jest taka, że jak zawodnik zjeżdża z lodu i kolejny już na niego wszedł, to w odległości 10 stóp (ok 3 metry) od bandy zjeżdżający uważani są za „nieobecnych” na lodzie. Jednocześnie nie mogą oni wówczas dotykać krążka i uczestniczyć w grze. Jeśli jednak gumą zagrają, nie ma zmiłuj, kara! Co za tym idzie zjeżdżający częściej używają do zejścia z lodu drzwi i raczej przez nią nie przeskakują. Nikt nie lubi też fruwających łyżew na wysokości głowy, więc przeskoczenie przez bandę, aby z lodu zejść to naprawdę ostateczność.

Wszystko to powoduje, że najbardziej wypoczęta trójka napastników siedzi zazwyczaj w środku, tak aby nie kolidować przy wyskakiwaniu na lód z tymi zjeżdżającymi, korzystającymi z bramki. Zobaczcie sami:

Zielony – wypoczęci
Żółty – lekko zmęczeni
Czerwony – bardzo zmęczeni

Obrońcom oczywiście jest prościej. Jak wspominałem, jest ich mniej i użycie drzwiczek nie nastręcza tylu problemów. Rotacja też jest prostsza. Na skraju, najbliżej bramkarza siedzą ci, którzy na lód zaraz wchodzą. Zjeżdżający zaś zajmują miejsce w środku ławki.  

U napastników działa to inaczej. Siedzą bowiem na ławce aż do momentu, kiedy to znajdą się przed swoim trenerem. Z kolei trener zawsze stoi tak, by mieć przed sobą najświeższych i najbardziej wypoczętych hokeistów. Czyli jak na grafice, w środku. Tak jest zazwyczaj, a przynajmniej powinno być, bo zdarzają się wyjątki, o których w dalszej części tekstu.

Rzeczy, które jeszcze dzieją się na ławce:

Napastnicy, którzy nie grają dużo, przeważnie siedzą na końcu ławki i nie przesuwają się przed trenera tak często, przepuszczając tych lepszych w kolejce. Zazwyczaj jest to polecenie odgórne i wówczas są wywoływani w swoim czasie.

Niektórzy zawodnicy wolą sami z siebie siedzieć na końcu ławki (ot kaprys!) zamiast ciągle się przesuwać, szczególnie gdy są mocno zmęczeni. Jeśli w drużynie trafi się taki rodzynek, szczególnie starszy i doświadczony, to reszta musi się po prostu dostosować i nauczyć żyć z jego fanaberiami. Jest to mocno denerwujące dla całej reszty i zdarza się, że trenerzy mają dość i wprowadzają zakazy „wydziwiania” na ławce.

Zdarzają się też mali oszuści, którzy zrobią wszystko, by zdobyć więcej czasu na lodzie. Taki delikwent wówczas przesuwa się przed trenera poza swoją kolejnością tak często jak tylko może. Chce pokazać, że jest świeży, może grać i na pewno jest lepszą opcją, niż pozostali. Wbrew pozorom takie próby „wykiwania” trenera przytrafiają się dość często. Jak im się to udaje? Cóż, „przypadki” chodzą po ludziach. Przypadkiem usiedli, przypadkiem się przesunęli, tam był jego ręcznik w misie i truskawki. Albo w tamtym bidonie woda była bardziej mokra niż w innych i on koniecznie chciał właśnie TEN bidon, który był bliżej środka. Bardzo często również taki trik małemu oszukiście wychodzi i faktycznie zagra kilka minut więcej. Trenerzy to tylko ludzie, prawda? Nie wszystko wychwycą.

Ławka od środka

Teraz nachodzi czas tych, którzy są zawodowcami i ze zmianami nie powinni mieć problemu. Czas zawodników. Co się na ławce dzieje naprawdę? Otóż jednym z głównych zadań zawodnika jest słuchanie. Owszem, rozmawiają z kolegami, piją wodę, żartują, oglądają mecz itp. Głównym jednak ich zadaniem jest słuchanie trenerów, tak jak kaczątka słuchają swojej kaczej mamy. Trener jest wyrocznią. Nieuważni, którym coś umknie, mogą mieć delikatnie mówiąc, przerąbane.

W NHL u większości drużyn mamy podział zadań między trenerami. Główny szkoleniowiec zajmuje się napastnikami, jego asystent obrońcami. W przypadku tych drugich wszystko jest oczywiście wcześniej ustalone, kto, kiedy i w jakich sytuacjach ma grać. Odstępstwa od tego zdarzają się wtedy, gdy trener główny postanowi zmienić coś na skutek przebiegu meczu. Jeśli jakiś defensor ma słabszy mecz, wówczas konsultuje to z asystentem, co skutkować może mniejszą ilością minut na lodzie. Zazwyczaj jednak „head coach” nie ingeruje w pracę swojego asystenta dając mu wolną rękę.

Pierwszy trener skupiony jest głównie na swoich napastnikach. I tutaj dochodzimy do momentu, w którym powiemy sobie, jak zmiany wyglądają w praktyce. Jak wiadomo, formacja składa się z lewo i prawo skrzydłowych oraz centra. I to właśnie imię centra jest wywoływane przez trenera, kiedy chce, aby jego formacja wskoczyła zaraz na lód. Forma jest dowolna i wygląda tak:

Connor Wychodzisz!

Connor Twoja kolej!

Connor, Twoja linia!

Connor, jazda!

Jeśli centrem formacji jest Connor, to cała linia już wie, że nadszedł jej czas. Jeśli Dave, to na lód wskakuje formacja Dave’a.

Dalej inicjatywa przechodzi w ręce zawodników. To oni dają znać tym na lodzie, że czas na zmianę i że oni na ławce są gotowi do gry. Jest to niezwykle ważne, by każdy z zawodników dokładnie „wskazał”, za kogo wchodzi.  Za każdym razem. Nawet jeśli jest to mecz nr 70 w sezonie, nawet jeśli zmiana wygląda identycznie przez cały rok, zawodnik musi konkretnie wskazać swojego zmiennika. Wytknąć palcem, tak po prostu. Jeśli tego nie zrobi, jest to pierwszy krok do katastrofy. Dokładne i skrupulatne wyznaczanie zmian redukuje ryzyko błędu do minimum.

Reasumując: zawodnik siedzący na ławce zostaje wywołany przez trenera do zmiany, następnie on daje znać tym na lodzie, że mają już zjechać, po czym po prostu czeka. Wtedy wszyscy wiedzą, co się zaraz wydarzy. Gdy zawodnicy zjeżdżają z lodu i zmierzają w stronę bandy, ci których nadeszła kolej już się szykują do wskoczenia na taflę. Gdy widzą, że poprzednik jest blisko (pamiętacie, 3 metry), lub już są w trakcie wchodzenia na ławkę, pyk i już powinni być w grze. To naprawdę jest bardzo proste. A mimo to, ciągle zdarzają się wpadki.

Kiedy zawodnicy się zmieniają?

Ta część może się wydawać skomplikowana dla nowych fanów hokeja na lodzie. Ten sport jest inny pod wieloma względami, co widać chociażby po zmianach zawodników. W piłce nożnej mamy 3 zmiany na mecz. W siatkówce zmienia się jeden, dwóch zawodników, i to ledwie kilka razy na set. W hokeju zmian jest kilkanaście w jednej tercji.

Żaden sport nie jest jednak tak forsujący jak hokej. Wiem to po sobie. Zanim zacząłem grać na bramce, kilka miesięcy próbowałem coś zdziałać w polu. Uwierzcie mi, jedna półtoraminutowa zmiana potrafi wypruć z człowieka wszystkie siły. W piłce nożnej macie sprinty przeplatane z odpoczynkiem. W koszykówce podobnie. W hokeju ciągle jesteście w gazie. Ciągle musicie na pełnej prędkości śmigać na łyżwach tam i z powrotem. Co chwilę hamujecie i przyśpieszacie, o obracaniu się na łyżwach nie wspomnę. Polecam każdemu spróbować chociaż raz 😉

W NHL gra jest jeszcze szybsza i jeszcze bardziej forsująca. Przyjęło się, że optymalne zmiany powinny trwać 43-55 sekund. Jeśli zmiana potrwa dłużej, a zawodnicy drużyny przeciwnej zmienią się szybciej, może zrobić się gorąco. Niemal pewne jest, że ci wypoczęci zawodnicy z ławki, nawet jeżeli są gorsi, ograją tych lepszych z językami na brodach. W tym sporcie jest to niezwykle istotne.

Napastnicy dążą do tego, by zmienić się wtedy, kiedy są w posiadaniu krążka w momencie jazdy w stronę tercji przeciwnika, lub już w niej będąc. Inne wyjście to wrzucenie krążka (tzw. ‘dump in’) w pole obronne przeciwnika, by w spokoju zrobić zmianę. Krążek zawsze można próbować odzyskać pod bandą. Jeśli napastnicy udadzą się na zmianę w momencie, gdy drużyna się broni, katastrofa gotowa.

Zdarza się, że niektórzy są już tak zmęczeni, że nie mają wyjścia i muszą się zmienić. Jest to jednak decyzja indywidualna i w dużej mierze zależy od faktycznej sytuacji na lodzie. Jeśli zawodnik postanowi zjechać w złym momencie, może to spowodować późniejsze, niezbyt przyjemne pytania od sztabu trenerskiego typu: „Drużyna, czy ty?”.

Kolejny ważny element tej układanki to fakt, że jeśli zawodnicy ustawieni są w konkretne formacje i grają ze sobą w ataku w trójkę, to muszą zmieniać się w tych trójkach zawsze. Jeden maruder, który zostanie na lodzie o kilkanaście sekund za długo, może po prostu rozwalić cały plan gry i plan późniejszych zmian. Nawet jeśli ma siłę, to jeśli widzi że jego koledzy zjeżdżają, on też powinien to uczynić.

Komplikacje

Ok, wiemy już mniej więcej jak to wszystko działa. Skąd więc biorą się te wszystkie błędy, a w rezultacie kary za zbyt dużą liczbę zawodników na lodzie? Co więcej, spartaczona zmiana to okazja dla przeciwnika na strzelenie gola! Powodów wszystkich „fakapów” jest kilka, a niektóre są naprawdę błahe.

Wyobraźcie sobie, że niektórzy trenerzy chcą, by ich center zawsze, ale to zawsze wskakiwał na lód jako ten pierwszy z formacji. To dlatego, że chcą mieć zawsze świeżego centra na lodzie, który w strefie obronnej cofa się z najgłębiej z atakujących (przeważnie). Daje to większe szanse na obronę w razie wpadki  i kontrataku przeciwnika (zjeżdża między obrońców pod swoją bramkę).

Kolejny przykład, dlaczego to ma sens. Jeśli z lodu w danej sytuacji zejdzie najpierw prawoskrzydłowy, i wskoczy za niego świeży center, wówczas na lodzie będziemy mieli ich dwóch. Ale! W tym momencie ten wypoczęty może zastąpić w formacji zmęczonego, i to teraz on będzie się cofać najgłębiej na pozycję „obrońcy nr. 3”. Dodatkowy atut, jeśli przy wrzutce krążka przytrafi się uwolnienie, może do niego stanąć center wypoczęty, wygrać je i zyskać czas, by zmieniła się reszta. Ma to sens, prawda? Czy powoduje to czasem komplikacje? Tak. Może się zdarzyć, że prawoskrzydłowy, który dopiero ma wejść na lód, nie zauważy, albo nie dosłyszy centra, który daje znać, że zmienia prawoskrzydłowego zjeżdżającego z lodu, wyskoczą we dwóch i gotowe. Kara!

Kolejne problemy wynikają z systemów gry. Ni mniej, ni więcej, chodzi o to, by zawsze wypełnić wolną lukę, która powstaje po przeciwległej stronie lodowiska. Dlatego pierwszy, który wskakuje na lód z ławki zapiernicza na drugą stronę jak najdalej od niej, by nie było tam pustego pola. Eliminuje to możliwość szybkiego kontrataku ze strony przeciwnika, który tylko czyha na takie okazje jak „wolne pole lodu”.

Kolejne konfuzje powodują zmiany po grze w przewadze lub osłabieniu. Ustawienie linii w tych przypadkach różni się od standardowego. Formacja gry w przewadze to zazwyczaj najlepsi gracze z topowych linii drużyny. Jeśli więc jeden z nich zjedzie z lodu, a zastąpi go „właściwy” zawodnik dla tej formacji, to będziemy mieć „dwóch zmęczonych” i jednego świeżaka. Sami przyznacie, niezbyt idealna sytuacja. Wówczas trener może wstawić do gry czwartą linię, która uspokoi bałagan i następna zmiana wejdzie już normalnie. Taka taktyka nie sprawdzi się jednak na dłuższą metę. Każdy z trenerów ma swoje indywidualne sposoby na zarządzanie liniami i niezbyt chętnie się nimi dzielą. Gwarantuję, remedium na zmiany po grze w przewadze ma każdy z nich.

Podobna sytuacja jest gdy drużyna kończy grę w osłabieniu i ktoś musi wyjść zaraz na lód zmienić tych zmęczonych. Wówczas najlepszym wyjściem ponownie wydaje się być desygnowanie do gry gości z dolnej szóstki.

Jeden z głupszych powodów na łapanie kar przy zmianach to… zbyt głośna hala. Czasem kibice są tak głośni, że zawodnicy po prostu nie słyszą się nawzajem. Dlatego niezwykle ważne jest skupienie i słuchanie! A co, jeśli w panuje hałas, a imiona niektórych brzmią bardzo podobnie? Mind blown!

Najczęstsze przyczyny błędów to:

  1. Pomylone imię i tłumaczenia: „Myślałem, że ja miałem wyjść na lód”.
  2. Brak skupienia: trener wzywa naszą linię do wyjścia, a zawodnik przestaje słuchać bo włączył mu się już tryb „lód”. Następnie coach zmienia zdanie i każe wyjść na taflę np. formacji Brada. Katastrofa gotowa…
  3. Dopasowanie linii: w skrócie, chodzi o to, że jedna konkretna linia ma grać przeciw konkretnej formacji przeciwnika. Angażuje to często aż sześciu zawodników do maksymalnego skupienia. „Connor, teraz Twoja ekipa, ale jeśli wyjdzie Crosby, to na lód wchodzi Ryan”. Każdy musi pilnować swojego nosa i bacznie obserwować, co się dzieje w akcji meczu.
  4. Zmiana widmo: jeden z kolegów wydaje się być zmęczony i zmierza ku ławce. Zawodnicy za bandą są gotowi do wyjścia i jak tylko schodzący się zbliża, to wyskakują na lód. Akcja meczu toczy się jednak tak, że aby zapobiec nieszczęściu kontynuuje dalej grę. W tym momencie dochodzi do komicznych sytuacji, kiedy to ci co zdążyli wskoczyć na lód, w panice nurkują za bandę byle tylko sędzia tego nie wychwycił i nie wlepił drużynie kary.

Jeśli dotarliście do tego miejsca, dziękuję za wytrwałość. Mam nadzieję, że dzięki tej lekturze hokej będzie mieć przed Wami nieco mniej tajemnic. Jak widzicie, życie hokeisty to nie tylko pogoń za krążkiem i golami, ale też momentami ciężka praca poza akcją. Ten sport wymaga maksymalnej koncentracji, a najmniejsze błędy mogą zaważyć o losach meczu. Dlatego też zmiany to jeden z istotniejszych elementów tej gry. Prawidłowe ich opanowanie to jeden z elementów sukcesu każdej drużyny. Ukłony należą się również trenerom, bo to na ich głowie jest rozplanowanie tego wszystkiego.  Ten element gry, mimo tego, że nie przykuwa się do niego wiele uwagi, jest równie ważny, co zdobywanie bramek.

Zdjęcie główne: howsmyliving Chicago Blackhawks via photopin (license)

Zdjęcie w artykule: IQRemix Edmonton Oilers Rookies vs UofA Golden Bears via photopin (license)

Artykuł powstał na postawie materiału Justina Bourna, który ukazał się na portalu The Athletic. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Czytaj dalej

Copyright © Hockey Magazine + Agencja Greg Media.